środa, 11 kwietnia 2012

20.Dla Ciebie wszystko


Tom
Święta spędziliśmy w rodzinnym domu, ale Sylwestra już LA. Jeszcze nigdy w życiu tak dobrze się nie bawiłem, a wierzcie mi, że byłem na wielu świetnych imprezach.
Bill też był zadowolony. Pozwoliłem mu się przelecieć i nasze relacje uległy pewnym zmianom. Przestałem już mu wytyczać jakieś zasady i teraz przeważnie spaliśmy w jednym łóżku. Na początku pieprzyliśmy się jak króliki, teraz, robimy to już trochę rzadziej- tak ze trzy razy dziennie. Wypróbowaliśmy w domu już wszystko- kanapę w salonie, podłogę, stół w kuchni, blat, łazienkę, nawet schody, schowek i krzesło, które nie wytrzymało naszego pieprzenia się i należy do przeszłości. 
W Sylwestra poszliśmy do klubu, gdzie razem pijąc przywitaliśmy Nowy Rok. Wszyscy wrzeszczeli, pili, puszczali petardy, a my tańczyliśmy nie mogąc się sobą nacieszyć. Czułem się wspaniale.
Aż do momentu, kiedy stało się TO.
Dokładnie piątego stycznia Bill jak zwykle wyszedł z domu zrobić zakupy. Do sklepu mieliśmy blisko, więc nie potrzebowaliśmy jechać tam samochodem. Chodziliśmy tam na zmianę.
To miały być tylko zwykłe, głupie zakupy. Ot, jakaś czekolada do smarowania chleba, kilka mrożonek, jakiś ser i warzywa... Zrobienie takich zakupów zwykle zajmowało góra godzinę.
Ale Bill nie wrócił. Nie wrócił po godzinie, dwóch...
...trzech. Próbowałem się do niego dodzwonić, ale nie mogłem. Miał wyłączony telefon. W końcu nie wytrzymałem i poszedłem go szukać. Czułem, że coś jest nie tak.




Bill
~godzinę wcześniej~

Wracałem z zakupów paląc papierosa. Na szczęście tutaj policja nie ściga za palenie w miejscu publicznym, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Tak czy siak, nikt mnie nie zaczepił.
Miałem do domu jeszcze jakieś sto metrów, kiedy w parku natknąłem się na grupę młodych ludzi. Mieli po dwadzieścia parę lat i wszyscy byli pijani. Chciało mi się śmiać widząc, że oni jeszcze prawdopodobnie opijają Nowy Rok.
-Hej, masz ognia?- spytał jeden z nich podchodząc do mnie.
-Jasne- odparłem. Włożyłem papierosa między wargi, a ręką zacząłem przetrzepywać kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki.
Nagle poczułem, jak ktoś łapie mnie od tyłu i krępuje mi ręce. Zostałem kopnięty pod kolanami i upadłem na śnieg. Przełknąłem głośno ślinę, kiedy wszyscy zatoczyli wokół mnie krąg. Nie miałem drogi ucieczki.
-Szukaj portfela, gdzieś musi być- warknął chłopak do kolegi obmacując mnie.
-Oddam wam pieniądze, ale nie róbcie mi krzywdy- powiedziałem usiłując zachować spokój.
-Dawaj!- warknął jeden z nich ukrywając się pod kapturem i szalikiem. W ręce miał kij od bejsbolu.
Uwolnili mi jedną rękę. Sięgnąłem do kurtki i z wewnętrznej kieszeni wyciągnąłem portfel. Spodnie na kolanach mi przemokły i było mi strasznie zimno. Torba z zakupami już dawno upadła na śnieg, a produkty wysypały z reklamówki.
Jeden z chłopaków zaczął go przeglądać.
-Tylko 200? Chyba kpisz!- warknął.
-Nie mam więcej- powiedziałem niepewnie.
-Hej, hej! Bill Kaulitz? Ten piosenkarz z Tokio Hotel?- zapytał inny z niedowierzaniem.
Nie wiedziałem, czy się przyznać, czy nie. Zresztą, w portfelu miałem dokumenty, więc sami się dowiedzą.
-Tak, to ja.
-I nosisz w portfelu tylko 200 dolców?
-A po co mi więcej?- spytałem z niezrozumieniem.
-Po to, że jak spotkasz nas, masz mieć więcej forsy. Jesteś do niczego. Spadamy!
Większość osób zaczęła odchodzić. Rzucili mi portfel pod kolana. Wstałem i otrzepałem spodnie ze śniegu.
-Wiesz co? Nie cierpię niemieckiej muzyki- powiedział nagle jeden z chłopaków. Poczułem przeraźliwy ból w tyle czaszki, który falowo zaczął rozchodzić się na resztę głowy, a potem ciała. Upadłem na kolana, a potem przewróciłem się na śnieg. Całe ciało wręcz mi zdrętwiało. Zobaczyłem tylko buty ostatniego z chłopaków i ociekający krwią kij do bejsbola. Potem zalała mnie ciemność.
Tom...




Tom
Nie spodziewałem się, że znajdę go tak szybko. Widok leżącego go na śniegu, bladego i nieruchomego zmroził mi krew w żyłach.
-Bill!
Podbiegłem do niego i upadłem na kolana. Jęknąłem, kiedy zobaczyłem na śniegu czerwone plamy od krwi.
-Boże, Bill.
Nie zastanawiając się długo sprawdziłem, czy oddycha. Na szczęście wyglądało na to, że jest po prostu nieprzytomny. Ułożyłem go w odpowiedniej pozycji starając się nie dotykać głowy. Nie miałem pojęcia, jakie ma obrażenia.
Wybrałem numer pogotowia i podałem im dokładne miejsce. Nie rozłączyłem się, wiedziałem, że nie powinienem. Ze zdenerwowania miałem problemy, żeby porozumieć się z osobą odbierającą zgłoszenie. Automatycznie zacząłem mówić po niemiecku, ale ta kobieta mnie nie rozumiała, więc musiałem wszystko powtórzyć po angielsku.
Karetka przyjechała po dziesięciu minutach, podczas których ja ściągnąłem swoją kurtkę i przykryłem nią bliźniaka. Był potwornie blady i przez ten cały czas w ogóle się nie poruszył. Nie miałem pojęcia, kto mu to zrobił, ani dlaczego. W oczach zbierały mi się łzy, ale wiedziałem, że nie mogę teraz płakać.
Sanitariusze odepchnęli mnie od niego i położyli na noszach na brzuchu.
-Dostał bardzo mocno w głowę, możliwe pęknięcie czaszki...- powiedział jeden.
Wsiadłem do karetki i pojechałem razem z nimi do szpitala. Tym razem nie wywinąłem takiego numeru, jak wcześniej. nie poszedłem na panienki. Czekałem pod salą, w której zajmowano się Billa, aż wreszcie to wszystko się skończy i będę mógł odetchnąć z ulgą. Zdecydowałem, że muszę zadzwonić do Davida.
-Halo?- spytał nieprzyjemnie.
-Cześć...
-Czego chcesz?
-Bill jest w szpitalu.
-Zaruchałeś go na śmierć?- parsknął cicho.
Nie wytrzymałem. Zwyczajnie coś zakuło mnie w piersi, a po policzkach pociekły łzy.
-Napadnięto go- powiedziałem załamującym się głosem.- Znalazłem go nieprzytomnego w parku, miał całą głowę we krwi. On... On...
-Gdzie jesteś?
Podałem dokładne dane szpitala, w którym się znajdowałem. Po chwili pojawiła się również policja. Przesłuchali mnie, ale nic nie wiedziałem. Gdybym wiedział, że tak to się skończy... Gdybym wiedział, ale puściłbym go sam. Nie poszlibyśmy wcale albo razem.
To nie fair!
David przyjechał zaskakująco szybko znajdując mnie w kompletnej rozsypce. Niemal w tym samym czasie wyszli lekarze z sali, w której leżał Bill. Widziałem, jak pielęgniarka wyjeżdża z nim na łóżku wioząc go do jednej z sal.
-Co z nim?- spytałem przerażony.
-Wszystko się okaże dopiero wtedy, kiedy się obudzi.
-Jakie są zagrożenia?
-W tym przypadku chodzi głównie o pamięć. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że pacjent w ogóle nie będzie pamiętał swojego życia. Tego obawiamy się najbardziej.
-Jest to stan przejściowy, prawda?- zapytał David blednąc.
-Wszystko zależy od tego, jak rozległe są obrażenia. W tym przypadku może być różnie. Przykro mi, ale nie jestem w stanie postawić żadnej sensownej diagnozy, dopóki pacjent nie odzyska przytomności. Stanie się to najprawdopodobniej nad ranem. Tymczasem proszę wrócić do domu i porządnie się wyspać.
David zmusił mnie, żebym pojechał do domu. Odwiózł mnie i całego roztrzęsionego zaprowadził do pokoju. Zmusił mnie, żebym się rozebrał i położył do łóżka. Panicznie próbowałem powstrzymać łzy, które cisnęły mi się do oczu.
-Tom, przestań. Nic mu nie będzie, zobaczysz- powiedział David siadając na łóżku i patrząc na mnie ze współczuciem.
-A jak straci pamięć? Jak zapomni o tym wszystkim? O mnie?
-Nic takiego się nie stanie. Uspokój się.
-Fajnie ci się mówi, bo to nie twój brat.
-Od kilku lat jesteście pod moją opieką i martwię o niego tak samo, jak ty, ale płacz nic tu nie da. Musisz być silny, dla niego. On będzie cię teraz potrzebował, Tom.
-Nie rób z siebie dobrego wujka, nigdy nas nie lubiłeś. A mnie w szczególności...
David uśmiechnął się kpiąco patrząc mi prosto w oczy.
-Jesteś tego pewien?- zapytał nachylając się nade mną.
Zanim zorientowałem się, o co chodzi, gwałtownie wpił się w moje usta wpychając mi język między wargi. Sparaliżowało mnie, kiedy on już trochę delikatniej zaczął mnie całować.
Przygniótł mnie do łóżka swoim ciałem i ocierał się o mnie sugestywnie. Czułem, jak jego stercząca męskość wbija mi się w udo.
-Nie pozwolę sobie wsadzić!- jęknąłem próbując go odepchnąć.
-Pozwolisz. Skoro pozwalasz Billowi, mi też pozwolisz.
-Nie! Złaź ze mnie! Już!
-Przecież tego chcesz, Tom. Na początku cię nie ruszałem, bo byłem pewny, że jesteś hetero, ale skoro zmieniłeś orientację... Będziesz mój.
-Nie dotykaj mnie!- Kiedy złapał mnie za penisa, krzyknąłem dziko.- Nie dotykaj, nie tak! Tylko Bill... Tylko on tak może!
Jost nie chciał odpuścić, a ja nie mogłem się uwolnić. Zaszlochałem cicho z bezsilności próbując się uwolnić. Na marne.
Poddałem się. Wszystko zaczęło mnie przerastać, nie miałem już sił walczyć. Pozwoliłem łzom płynąć po policzkach. Niech robi ze mną, co chce.
Co chce...
Moja kapitulacja go zdziwiła. Spojrzał mi prosto w oczy i zamrugał.
-Tom? Boże, nie płacz. Tom, ja nie chciałem.
Momentalnie się ze mnie zsunął. Jeszcze nigdy się przy nim nie rozpłakałem. Nigdy. Położył się obok mnie i przytulił do siebie. Zadrżałem ze strachu.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię- burknął zawiedziony.- Śpij, Tom. Jutro czeka cię ciężki dzień.
Zasnąłem, ale nie był to dobry sen.



Bill
Głowa pękała mi z bólu, a kiedy otworzyłem oczy, słońce oślepiło mnie na moment. Czułem się dziwnie zamroczony. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że to nie słońce, tylko jakieś dziwne lampy. Koło mojego łóżka kręciło się kilkoro facetów w śnieżnobiałych fartuchach. Jeden z nich zaświecił mi latareczką w oko.
-Jak się pan czuje?- spytał.
-Tom.
Nie wiem, dlaczego to powiedziałem. Nie mam pojęcia. Było to pierwsze, co przyszło mi do głowy.
-Tom? Pański brat?
-Co się stało? Gdzie ja jestem?
-Został pan napadnięty w parku. Pamięta pan, jak się nazywa?
Otworzyłem usta chcąc go skarcić za to głupie pytanie, kiedy zdałem sobie sprawę, że, istotnie, nie pamiętam. Spojrzałem na niego z przerażeniem i nerwowo przełknąłem ślinę.
-J... ja nie wiem. Dlaczego tego nie pamiętam? Co się stało?
Zdałem sobie sprawę, że w głowie mam białą kartkę, czy jak kto woli, czarną dziurę. Nie pamiętałem nie tylko tego, jak się nazywam, ale również swojej rodziny, wieku, zawodu, niczego. Po głowie krążyło mi tylko jedno słowo.
-Tom. Co to jest?- spytałem zdezorientowany i autentycznie przerażony.
-Tom? Sądzę, że pański brat. Czeka przed salą. Mógłby pan opisać jego wygląd?
-Jaki pan? Mam przecież tylko... Eee... nieważne.
-Tylko ile?- podłapał od razu mężczyzna, ale nie potrafiłem mu odpowiedzieć.
-Proszę opisać swojego brata.
-Ja...- zastanawiałem się przez chwilę. Przed oczami mignęła mi postać przystojnego chłopaka z cwaniackim uśmiechem na twarzy.- Kolczyk. Ma w ustach kolczyk. I jeszcze... warkoczyki. Długie warkoczyki. I... lubi worki.
Wszyscy popatrzyli na mnie jak na wariata.
-Jakie worki?- spytał jeden z lekarzy.
-No, takie... cichy. Szerokie jak worki- powiedziałem cicho patrząc na nich niepewnie.
-Coś jeszcze?
Chodziło mi po głowie tylko to, że ma dużego, ale tego chyba nie wypadało dodawać.
-Umie... grać. Na gitarze. On serio jest moim bratem?
-Tak. Bliźniakiem. Czy oprócz tego pamięta pan coś jeszcze?
Nie pamiętałem kompletnie nic. Lekarz wyłączył te dziwne lampy i schował tą przeklętą latareczkę do kieszeni fartucha.
-Będziemy musieli zrobić panu kilka badań, panie Kaulitz.
Wszyscy wyszli zostawiając mnie samego. Po chwili do pokoju wszedł ten chłopak, który stanął mi przed oczami. To jego wygląd opisywałem.
Faktycznie, miał na sobie szerokie ciuchy. W jego ustach błyszczał kolczyk, a włosy miał splecione w małe warkoczyki, które swobodnie opadały mu na ramiona. Wyglądał na... załamanego. Wpatrywał się we mnie z tak wielkim bólem, że aż coś ściskało mnie za serce.
-Boże, Bill!- jęknął cicho.
Bill? Tak mam na imię?
Podbiegł do mnie i przytulił mnie mocno. Czułem, jak jego ramiona trzęsą się, a łzy moczą szyję.
-Nie płacz- powiedziałem próbując go jakoś pocieszyć.
-Pamiętasz mnie, prawda? Bill, błagam, powiedz, że pamiętasz!- szepnął cicho odsuwając się lekko i patrząc mi prosto w oczy.
-Ja... pamiętam. Co prawda nie wiedziałem o tym, że jesteśmy braćmi, ale... pamiętam cię.
Uśmiechnął się słysząc to.
-Pamiętasz coś jeszcze? Jak się tutaj znalazłeś? Kimś byłeś? Jakieś ważne momenty ze swojego życia?
Pokręciłem przecząco głową. Czułem kompletną pustkę Jedyne, co miałem przed oczami to Tom.
-Pamiętam tylko ciebie- powiedziałem cicho.
-A może kojarzysz moją wcześniejszą fryzurę...? Nasz dom w Niemczech...? Mamę...? Przyjaciół...? Cokolwiek...?
Nic.
Nie pamiętałem nic.

3 komentarze:

  1. No nieźle.. Bill pamiętał tylko Toma.. Oł jeee!! O wgl wiedzialam, że Jost będzie chciał, któregoś przelecieć.. Wiedziałam to~~
    Pozdrawiam i dobranoc, cześć czy dzień dobry - w zależności, kiedy to czytasz..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogólnie to stwierdziłam ze to dobry moment żeby skomentować. To opowiadanie jest zupełnie inne od innych Twoich. Ale bardzo mi się podoba. Kurcze... mam nadzieje ze jak przeczytam do końca to dowiem się, że skończyło się dobrze :>
    a tak nawiasem to... śnieg w LA? :P przez chwile myślałam, że coś przegapiłam i są w Niemczech, ale chyba jednak nie? :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)