środa, 11 kwietnia 2012

23.Dla Ciebie wszystko


Tom
- Co to ma znaczyć? - spytałem, próbując zachować spokój.
- A jak myślisz?
- Wypuść mnie stąd.
- Ani mi się śni. Mówiłem przecież, że będziesz mój.
- Zupełnie ci odjebało? O co ci chodzi?!
Zrobił krok w moją stronę, a ja cofnąłem się odruchowo.
- Jesteś słodki. Podobałeś mi się od samego początku, kiedy tylko zaczęliśmy współpracę. Nie chciałem cię wtedy ruszać, byłeś przecież tylko dzieckiem, ledwie czternastolatkiem. Widziałem, jak powoli zamieniasz się w przystojnego mężczyznę, który nie pozwala nikomu podskakiwać. Traktowałem cię z góry, żebyś nie popadł w samouwielbienie, ale nie udało mi się. Ty i Bill razem podnosiliście się na duchu i byliście świadomi swojej wartości. Skoro jednak masz już ponad dwadzieścia lat i pierwszy homoseksualny seks za sobą, dlaczego miałbym sobie nie wziąć tego, co chcę?
- Chyba kpisz.
- Wiesz już, jakto jest uprawiać seks z mężczyzną i być tym zdominowanym. Tobie nie zrobi to wielkiej różnicy, a ja wreszcie spełnię swoje marzenie.
- Zapomnij.
Zrobił w moją stronę kolejny krok, a ja ponownie cofnąłem się w tył. Moje oczy otworzyły się szeroko, kiedy zobaczyłem, jak powoli rozpina guziki koszuli.
- Przestań! - krzyknąłem autentycznie przerażony. Szybko oceniłem swoje szanse na wygranie z nim w ewentualnej bójce i to trochę mnie uspokoiło.
- Nie musisz się bać, Tom. Nie będę brutalny.
- Daj mi spokój! To wcale nie jest zabawne! Chyba zupełnie ci odwaliło, jeśli myślisz, że się na to zgodzę.
- Przestań dramatyzować- uciął. - Uprawiałeś seks wiele razy z nowo poznanymi osobami, a razem z Billem na pewno porządnie się przerżnęliście. Dla ciebie będzie to tylko kolejny seks, dla mnie spełnienie marzeń. Nie bądź egoistą.
- Nie ma mowy, pojebusie! Wypuść mnie stąd!
Zapadła cisza, podczas której on już ściągnął z siebie koszulę i zabrał się za odpinanie spodni. Moje serce przypieszyło swoje bicie ze strachu, gdy zsunął je z tyłka i opadły na podłogę. Ściągnął papcie i skarpetki, a potem patrząc mi w oczy złapał za gumkę od majtek.
-Przestań! - krzyknąłem dziko, cofając się jeszcze bardziej w tył. On uśmiechnął się tylko i zdjął slipki, rzucając je na podłogę.
- Podoba ci się to, co widziesz, Tom? - spytał cicho, uśmiechając się do mnie niemal czule.
Automatycznie mój wzrok powędrował na jego penisa, który wyraźnie twardniał. Zrobiło mi się niedobrze i cofnąłem się jeszcze dalej, wciąż wpatrując się w jego krocze.
- Robisz sobie ze mnie jaja, prawda? - spytałem z nadzieją.
Zaśmiał się cicho i ruszył w moją stronę, a ja miałem ochotę się wtopić w ścianę. Widząc jego determinację, zacisnąłem dłonie w pięści i pochyliłem się lekko na nogach, szykując się do walki.
- Naprawdę sądzisz, że wygrasz? Już mówiłem, nie musisz się zgrywać - powiedział z politowanie.
Stał przez chwilę przede mną, a potem gwałtownie rzucił się na mnie. Uderzyłem go mocno w twarz, rozwalając mu dolną wargę, ale on chwycił mnie za bluzkę i rozdarł ją, przyciągając mnie do siebie. Próbowałem go kopnąć, popchnął mnie i upadłem na łóżko przygnieciony przez niego. Jedną ręką wciąż biłem go po twarzy, ale on dzielnie to znosił, krzywiąc się i trzymając moją drugą rękę.
Kiedy usłyszałem cichy trzask momentlanie zamarłem, czując, że moja ręka została uwięziona. Szarpnąłem się, ale nie mogłem się uwolnić.
Jost przykuł mi rękę do łóżka!
- Puść mnie! - poprosiłem już autentycznie przerażony. Usłyszałem drugi cichy trzask, który oznaczał, że miałem uwięzione już dwie ręce. Próbowałem go kopnąć, wiłem się na łóżku, ale to nie pomagało.
David nie zwracał uwagi na moje błagania, protesty i krzyki. Podciągnął mi do góry bluzę i koszulkę i sprawnie odpiął pasek od spodni.
- Nie...! Nie rób tego! NIE! - wrzeszczałem jak opętany, kiedy zsuwał mi w dół spodnie. Nie ściągnął ich całkiem, tylko zostawił w okolicach moich kostek. Mimo że nadgarstki mocno mnie piekły poobcierane od brzegów kajdanek - które swoją drogą był bardzo ostre, chyba po to, żeby zniwelować ból stosunku i powstrzymać mnie od wyrywania się - szarpałem się z całych sił i próbowałem się jakoś uwolnić. Serce mi biło jak oszalałe ze strachu, wiłem się na łóżku, ale byłem bezsilny.
- Spokojnie. Przecież wiesz, że mocno nie zaboli - powiedział spokojnie i szybkim ruchem zdjął ze mnie bokserki. - Zrobisz sobie tylko krzywdę. Nie chcę, żebyś cierpiał.
Zakwiliłem cicho, gdy poczułem jego rękę na swoim kroczu.
- Ładny - ocenił. - Jak cały ty.
- Puść mnie! To nie jest zabawne! - krzyczałem jak opętany.
Nie odpowiedział, wykonując na mim członku delikatne, aczkolwiek zdecydowane ruchy. Poczułem się oszukany, kiedy ciało mnie zdradziło, a mój penis zaczął twardnieć. Wrzasnąłem dziko, wciąż próbując, wciąż mając nadzieję...
Jost uśmiechnął się tylko lekko i sięgnął do stolika nocnego, na którym zobaczyłem jakiś lubrykant. Przełknąłem głośno ślinę na chwilę nieruchomiejąc, a potem wyrywając się jeszcze gwałtowniej. Czułem łzy zbierające mi się pod powiekami, ręce piekły mnie niemiłosiernie, ale nie ustawałem w swoich próbach mimo tego, że były bezskuteczne. Byłem zdezorientowany, nigdy w życiu bym nie przypuszczał, że Jost posunie się do czegoś takiego. Nie lubiłem go, ale zawsze się nami opiekował, mimo wszystko rozwinął naszą karierę. Sytuacja z Billem rozstroiła mnie na tyle, że nie dostrzegłem oczywistego niebezpieczeństwa.
Teraz jednak było już za późno na ucieczkę.
Nabrał trochę żelu na palce i wsunął rękę między moje uda, które rozchylił chwilę wcześniej. Czułem się zwyczajnie poniżony i zbrukany. Próbowałem jakoś się odwrócić, ale on nie miał najmniejszych problemów z przytrzymaniem mnie. Stęknąłem z przerażenia, kiedy odnalazł moje wejście i zaczął je smarować.
- Puść mnie! Nie rób tego! Ty skurwysynu! - wrzeszczałem czując, jak całym moim ciałem wstrząsa gwałtowny szloch.
- Nie musisz płakać, Tom - powiedział cicho. - Nic wielkiego się przecież nie stanie.
Zagryzłem dolną wargę aż do krwi, ale nawet nie poczułem, kiedy ciepła strużka spłynęła mi po brodzie, a potem po szyi w kierunku ucha. Poczułem, jak David nakierował swojego członka na moje wejście i pchnął, lekko wsuwając czubek.
Wrzasnąłem najgłośniej, jak mogłem i szarpałem się jak oszalały, chociaż brakowało mi już sił. Po policzkach ciekły mi łzy, których już nie potrafiłem powstrzymać. Jak mantrę powtarzałem słowo "nie" we wszystkich mi znanych językach.
Coś musiało go zaniepokoić, bo spojrzał na mnie. Jęknął, otwierając szeroko oczy, a ja wciąż płakałem i próbowałem się uwolnić. Wiedziałem, że nie mam szans, ale nie chciałem mu się biernie poddać. W ustach czułem metaliczny smak własnej krwi, ale nie powstrzymało mnie to przed dalszym przegryzaniem wargi.
Członek Davida wysunął się ze mnie, a ja momentalnie zacisnąłem mocno nogi tak, żeby nie mógł mnie wziąść. Kiedy zszedł ze mnie, podsunąłem się do góry i skuliłem cały zdrętwiały. Było mi zimno.
Nie patrzyłem, co on robi. Kiedy uwolnił mi jedną rękę, momentalnie przycisnąłem ją do swojej klatki czując, jak pulsuje z bólu.
Po chwili byłem wolny. Odsunąłem się tak gwałtownie, że spadłem z łóżka. Szybko usiadłem i odsunąłem się pod ścianę, kuląc się i uważnie obserwując Josta. Był wyraźnie roztargniony i zaniepokojony zakładał spodnie.
- Poczekaj tutaj - powiedział i wyszedł.
Spojrzałem na swoje nadgarstki i już wiedziałem, dlaczego przerwał.
Szarpałem się tak mocno, że zdarłem sobie porządny płat skóry. Głęboka rana i skóra wisząca luźno... Krew ciekła z tego obfitymi strużkami aż do łokci, skąd kapała na mój tors i podłogę. To wyglądało okropnie, rany były bardzo głębokie i bolesne.
Drżącymi rękami podciągnąłem spodnie i zapiąłem je najszybciej, jak mogłem. Wciąż płakałem cicho, po części z przerażenia, a po części z ulgi, że w ostatnim momencie przerwał.
Drzwi skrzypnęły lekko, a ja pospiesznie odsunąłem się jak najdalej mogłem.
- Spokojnie- powiedział cicho. - Nic ci nie zrobię.
W ręce trzymał apteczkę, ale ja już mu nie wierzyłem.
- Nie zbliżaj się do mnie! - wychrypiałem.
- Tom...
- Nie podchodź!
Widząc, że mnie nie słucha, pospiesznie podszedłem do okna i otworzyłem je na ościerz.
- Tom! - krzyknął menager.
Nie zastanawiając się długo, wyskoczyłem. Nie było wysoko, jakieś cztery czy pięć metrów. Kiedy upadłem, przez chwilę się nie ruszałem, czując pulsujący ból w kończynach.
- Tom! Boże! Tom, wstań! - krzyczał.
Zerknąłem do góry, ale jego już tam nie było. Serce znowu zabiło mi szybciej, kiedy uświadomiłem sobie, że on prawdopodobnie do mnie idzie. Chciałem wstać, ale nie mogłem. Próbowałem się podnieść ze wszystkich sił, ale tylko zakręciło mi się w głowie. Jęknąłem kulac się lekko i uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak z moją prawą nogą. Na wpół przytomny zebrałem resztki sił i wreszcie się podniosłem. Kulejąc, pospiesznie ruszyłem w stronę drogi chcąc już być w domu, przy Billu.
Słyszałem nawoływanie Davida i wiedziałem, że jeśli pójdzie śladami krwi doskolane widocznymi na białym śniegu, na pewno mnie znajdzie.
Przyspieszyłem więc, modląc się, żeby jednak nie znalazł.





Bill
Siedziałem w salonie na kanapie i nakręcałem na to, żeby zrobić bliźniakowi awanturę, a potem zwyczajnie go zgwałcić. Geo rozwiał wszelkie wątpliwości. Tom wcale mnie nie zgwałcił, zresztą... Rozmowa z nim wywołała u mnie potężny ból głowy i... część pamięci do mnie wróciła. Wystarczyło, że Geo wspomniał o tym, jak Tom mnie wyzywał i... wiedziałem prawie wszystko.
Drzwi skrzypnęły, więc wstałem i pobiegłem opieprzyć brata za kłamanie. Kiedy jednak stanąłem przed nim, jęknąłem zatykając sobie usta dłońmi.
- Tom? Co ci się stało?
Spojrzał na mnie wyraźnie załzawionymi oczami i... zemdlał.
- Tom!
Czekałem krążąc po szpitalnym korytarzu i maiłem ochotę wyć. Lekarze zajmowali się Tomem, a ja nie mogłem usiedzieć w miejscu. W końcu zdecydowałem się zadzwonić do Davida.
- Halo?
- Hej.
- Stało się coś, że dzwonisz?
- Odzyskałem pamięć i nie będę już dla ciebie miły, Jost. Ale nie o tym chciałem porozmawiać. Tom jest w szpitalu.
Przez chwilę w słuchawce panowała cisza.
- Co mu się stało? - spytał w końcu.
- Nie mam pojęcia!- jęknąłem.- Ledwo wszedł do domu i od razu stracił przytomność. Całe nadgarstki miał we krwi, były strasznie poobdzierane. Do tego miał przegryzioną dolną wargę i chyba skręcił kostkę. Nie mam pojęcia, co mu się stało, po prostu... Lekarze wciąż się nim zajmują.
-Zaraz przyjadę. W jakim jesteś szpitalu?
Przyjechał po niecałym kwadransie. Wyglądał dziwnie, jakby coś go wybitnie gryzło. Nie rozmawialiśmy ze sobą, czekając na wyniki.
Lekarz wyszedł z sali po około trzydziestu minutach.
-Co mu jest?- spytałem zmartwiony.
-To na szczęście nic poważnego. Obandażowaliśmy mu nadgarstki i opatrzyliśmy go. Musieliśmy mu zoperować nogę, kość się brzydko przemieściła i nie mogliśmy jej nastawić. Prawdopodobnie będzie trochę kulał, ale tylko przez około dwa miesiące. Potem powinien wrócić do pełni sił.
-Jakim cudem ta kość mogła się tak przemieścić?
-Widocznie pacjent mimo bólu długo szedł. To zaskakujące, że nie zemdlał wcześniej, musiało mu bardzo zależeć na tym, żeby dotrzeć do domu. Złapał przy okazji przeziębienie, ale to tylko lekki stan zapalny.
-Reszta jest w porządku?
Doktor kiwnął głową.
-Można go już odwiedzić, obudził się.
-Tak szybko?
-Nie mam pojęcia, jak to się stało.
Lekarz odszedł, a ja odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na Josta, ale był cały blady.
-Nie wchodzisz ze mną?- spytałem widząc, że kieruje się do wyjścia.
Pokręcił tylko przecząco głową i poszedł.
Tom leżał blady na łóżku i wyraźnie ciężko mu się oddychało. Usztywniona noga wystawała spod kołdry.
-Hej.
-Cześć, Billy.
-Powiesz mi, co się stało?- spytałem niepewnie.
Zamknął oczy i pokręcił przecząco głową.
-Nie teraz. Ja...
-Pamiętam wszystko...- zacząłem cicho.- Nasze trasy koncertowe, przygodę z dzikiem w lesie, pierwszy seks... Wszystko.
Wstrzymał oddech przypatrując mi się, a potem uśmiechnął się lekko.
-Więc jak wyjdę... będzie seks?- spytał.
Kiwnąłem głową. Złapałem go za rękę i pogładziłem wewnętrzną stronę. Wyraźnie odetchnął z ulgą.
-Kocham cię, Bill. Ja... wiesz, że od początku nie było aż tak kolorowo, jak obaj chcieliśmy, żeby było. Nie jestem dobry w ckliwych gadkach. Po prostu chcę, żebyś wiedział.
-Wiem.
-Nie mówię o tej miłości...
-Mówisz o tej miłości, która powoduje, że nam staje. I mi, i tobie, prawda?
-N-nom...
-Ja też cię kocham.
-Jesteś pewien?- spytał zdumiony.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem go lekko w usta. Ochoczo odwzajemnił pocałunek.
Do końca jego pobytu w szpitalu nie odstępowałem go na krok. Kiedy go wreszcie wypisali po dwóch dniach i wróciliśmy do domu, w skrzynce na listy leżała rezygnacja Davida. Nie podał żadnego konkretnego powodu. Po prostu zrezygnował, oferując nam zastępstwo.
Dopiero wtedy Tom zdecydował mi się opowiedzieć o tym, co się stało.
Rezygnacja Davida została przyjęta.

2 komentarze:

  1. Fajny odcinek,wogóle lubie twoje opowiadanie tak oderwane od rzeczywiśtości,Fajnie cos takiego poczytać.Życze weny i czekam na wiecęj

    OdpowiedzUsuń
  2. Prafie go zgfałcił!! Prafie go zgfałcił!! Wiedziałam, że to się stanie!! Wiedziałam..
    I Billy słońce.. W końcu sobie przypomniałeś!! Mordko moja...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)