środa, 11 kwietnia 2012

31.Życie albo śmierć


Od spotkania z Jostem minęły dwa tygodnie. Jeden spokojny i pełen zażenowania Toma, a drugi męczący i napięty. David nie był osobą o łatwym charakterze i przez cały tydzień tak wymęczył chłopaków, że odechciewało im się sławy, fanów i wszystkiego innego z tym związanego. Już pierwszego dnia prób Bill miał jakieś problemy z głosem, więc ćwiczyli tylko grę. Dwa dni później okazało się, że Tom ma nadwyrężoną lewą rękę i nie jest w stanie zagrać tych bardziej skomplikowanych akordów barowych, co znowu wkurzyło Josta. Następne dwa dni więc wszyscy tylko się na siebie wkurzali, bo przecież nie mogli robić prób bez gitarzysty. Kiedy więc wreszcie wszyscy byli w formie, była sobota i... G&G musieli wrócić do szkoły, bo okazało się, że ktoś włamał się do ich pokoju. Musieli wyjechać i sprawdzić, co zostało skradzione. David wpadł w szał i również wyjechał grożąc bliźniakom, że jeżeli w ciągu tego weekendu wyjdą ze studia chociażby na godzinę, on ich znajdzie i zabije.
Gdy David zniknął trzaskając drzwiami, obaj chłopcy odetchnęli. Pracowali z tym gościem tydzień, a już tak dał im popalić, że mieli dość. Oprócz ich dwójki w studio był tylko dźwiękowiec, który regulował nagranie. W krótkim czasie również i on się zmył, więc bracia zostali zupełnie sami.
-Może mała drzemka? David powiedział, że nie możemy stąd wychodzić, ale nic nie mówił o tym, że nie możemy spać- rzucił Bill.
Tom przytaknął kiwając głową. Wyszli ze specjalnej sali nagraniowej i rozłożyli się na kanapie, która była za szybą tam, gdzie pracowali dźwiękowcy i inni operatorzy. Przytulili się do siebie i obaj usnęli niemal od razu.
Dredziarz obudził się czując, jak ktoś go szturcha. Burknął coś zdezorientowany i wkurzony, że wyrwano go ze snu.
-Czego...?
-Tom, cicho. Ktoś tutaj jest- szepnął cichutko Bill.
-Co?- odszepnął.
-Jakiś facet... ubrany na czarno. Szuka czegoś. Krąży po korytarzach, za chwilę może tu wrócić.
-Jesteś pewny?
-Posłuchaj.
Tom nasłuchiwał przez chwilę. Jego oczy otworzyły się szeroko, kiedy usłyszał odgłos czyichś kroków.
-Kto to może być?- spytał Bill.
-Nie wiem, ale schowajmy się gdzieś. Nikt by się tak nie skradał, gdyby był pracownikiem.
-Dobrze, że zgasiliśmy światło, inaczej od razu by nas zauważył.
Bill po cichu zszedł z kanapy. Tom zrobił to samo.
-Zawiąż buty- szepnął cicho Dredziarz.
Bill posłusznie zawiązał sznurówki od swoich trampków. Skierowali się do drugiego wyjścia z tego pokoju, kiedy nagle światło zapaliło się. Obaj odwrócili się i zamarli widząc w drugich drzwiach mężczyznę i... broń wycelowaną w ich stronę. Postać miała na sobie długi, czarny płaszcz, czarne rękawiczki, spodnie, buty i kapelusz, który zasłaniał twarz. Tom popchnął bliźniaka na drzwi i te otworzyły się.
Rozległ się huk wystrzału i Dredziarz jęknął czując piekący ból w szyi. Krew uderzyła mu do głowy i przez chwilę miał wrażenie, że zaraz umrze.
-Tom!
Chłopak poczuł, że ktoś szarpie go za rękę. Ocknął się i mimo przeraźliwego bólu ruszył ciemnym korytarzem za bratem. Specjalnie biegli tuż przy ścianie, żeby nie stać się łatwym celem.
Po korytarzu znowu rozległ się huk wystrzału. Napastnik spudłował.
-Gdzie teraz?- spytał Bill, w jego głosie słychać było przerażenie.
Tom złapał go za rękę i skręcił w lewo. Biegli obok siebie trzymając się za ręce i cicho popędzając. Kolejny strzał i szyba w oknie, obok którego akurat przebiegli, rozpadła się w drobny mak.
Dredziarz pchnął drzwi i pociągnął Billa za sobą po schodach.
-Łap za telefon i dzwoń na policję!- rzucił do Czarnego.
-Mam za ciasne spodnie, nie wyciągnę go!- jęknął chłopak.
Tom był zbyt przerażony, żeby cokolwiek z siebie wydusić. Nie chciał umierać. Nie chciał, żeby Bill umarł. Nie miał pojęcia, kto próbował ich zabić i dlaczego.
Zbiegali przez chwilę po schodach, a potem wbiegli na kolejny korytarz. Obaj byli już zmęczeni, ale strach dodawał im sił. Skręcili w prawo, a potem w lewo i znowu w prawo. Tom już nie wiedział, gdzie są. Chwycił za klamkę pierwszych lepszych drzwi i gdy te ustąpiły, wciągnął Billa do środka. Zamknął je i z ulgą stwierdził, że jest również drugie wejście.
-Dzwoń.
Bill szybko wyciągnął komórkę i drżącymi rękami wybrał numer na policję. Kiedy czekał na połączenie, Tom już ciągnął go dalej. Wyszli drugimi drzwiami i znowu znaleźli się na korytarzu. Dredziarz zagryzł dolną wargę nie będąc pewnym, gdzie powinien biec. W końcu wybrał jeden z korytarzy. Czarny w tym czasie dodzwonił się na policję i szybko zdał im relację. Obiecali, że przyjadą za kilka minut.
Tom pociągnął brata chcąc skręcić w lewo, kiedy nagle znowu rozległ się wystrzał. Dredziarz jęknął czując, że został draśnięty w udo. Już chciał pociągnąć Bill z powrotem, kiedy ten nagle upadł na podłogę i skulił się.
-Bill?- spytał Tom przerażony.
Głuchy odgłos kroków był coraz bliżej, a jednak wciąż daleko. Napastnik wcale się nie spieszył. Wyraźnie bawił się z nimi w kotka i myszkę i specjalnie ich przerażał prowokując do popełnienia błędu. Musiał świetnie znać rozkład całego budynku, bo gdy oni krążyli po piętrach szukając jakiejś kryjówki, on w krótkim czasie doganiał ich obierając znacznie krótszą drogą. Ktokolwiek to był, świetnie się w tym budynku orientował...
...i całkiem dobrze strzelał.
-Moja noga... Dostałem w nogę.
Tom był bliski płaczu. Szybko postawił bliźniaka na nogi i wziął go na barana. Wiedział, że teraz naraża go na wielkie niebezpieczeństwo. Jeżeli napastnik znowu strzeli i trafi, Bill oberwie i może nawet umrzeć.
Był zmęczony. Nie miał siły biec i jeszcze nieść Czarnego. W końcu nie wytrzymał i łzy popłynęły mu po policzkach. Kiedy zabrakło mu tchu, zatrzymał się i nasłuchiwał.
-Tom, zostaw mnie. Tak będzie bezpieczniej- poprosił cicho Czarny.- Zdążysz uciec, zanim mnie wykończy.
-Fur immer zusammen, Bill. Nie ma mowy.
Kiedy nie usłyszał kroków, odetchnął.
-Obiecasz mi coś, Bill? Proszę!- rzucił Dredziarz.
-Dobrze...
Tom otworzył jakieś drzwi i postawił Czarnego. Popchnął go na podłogę.
-Nie wychodź stąd, choćby nie wiem co. Może chociaż jeden z nas zdoła uciec.
-Ale, Tom...
-Obiecaj.
-Nie mogę.
-Obiecaj!
-D-dobrze... Obiecuję.
Tom pocałował go mocno w usta pospiesznie rozpychając jego wargi językiem. Jeśli miał umrzeć, chciał chociaż ostatni raz poczuć ich słodki smak. Przez krótką chwilę całował go łapczywie, po czym wyszedł z pomieszczenia i starannie zamknął drzwi. Odszedł jakieś dwa metry, usiadł pod ścianą i czekał. Wolał nie odchodzić daleko. Ktokolwiek próbował ich zabić, na pewno nie spodziewa się, że ukrył brata tak blisko.
Próbował jakoś powstrzymać łzy, ale nie był w stanie. One same płynęły mu po policzkach. Za chwilę umrze. Zostanie zastrzelony.
Bał się.
Nie dość, że zostanie zabity, to nawet nie będzie wiedział, czy Czarny zdoła uciec. Miał nadzieję, że tak.
Zadrżał, kiedy na korytarzu usłyszał odgłos kroków. Napastnik widząc, że chłopak się nie rusza, zaczął się śmiać. Tom jeszcze bardziej zaczął się trząść. Na korytarzu zapaliło się światło i po chwili mężczyzna stanął tuż przed nim.
Tom spojrzał na niego i otworzył szeroko oczy ze zdumienia.
-To ty...- powiedział cicho patrząc w szare oczy.
-Gdzie ukryłeś braciszka?
Dredziarz wstał i spojrzał mężczyźnie w oczy.
-Hans Cauletz. Nie spodziewałem się, że posuniesz się do czegoś takiego- powiedział Tom dosyć głośno, żeby Bill wiedział, kto próbuje ich zabić.
-Słabo mnie znasz. Chyba nie sądziłeś, że popuszczę takim gówniarzom jak wy? Co prawda na początku nie planowałem was zabijać, ale od kiedy okazało się, że razem z Jorgiem i Simone wyrolowaliście mnie, wprost nie mogłem się powstrzymać. Gdybym wiedział, że sprzedaję cię prawdziwemu ojcu, prędzej utopiłbym was oboje. Ale co się stało, to już się nie odstanie. Obserwowałem was od świąt i czekałem, na odpowiedni moment. Zaraz naprawię swoje błędy i cała historia skończy się uroczym happy endem. Oczywiście, dla mnie.
-Zapłacisz za to.
-Może. Ale wy dwaj już tego nie zobaczycie- zaśmiał się unosząc broń i celując w klatkę piersiową Toma.- No, gdzie schowałeś braciszka? Jeśli mi go wydasz, postaram się, aby twoja śmierć była... w miarę bezbolesna.
-Pieprz się!- wysyczał Tom ignorując swoje serce, które biło głośno ze strachu. Zawsze cechowała go brawura.
-Zła odpowiedź.
Pistolet wystrzelił. Tom krzyknął i złapał się za ramię, w które dostał. Skulił się sycząc cicho z bólu. Spojrzał z nienawiścią na Hansa cofając się o krok. Gdyby mógł, uciekłby.
-Nadal jesteś pewien, że chcesz zatrzymać dla siebie tę informację?- spytał Hans uśmiechając się kpiąco i przeładowując broń. Odbezpieczył go i ponownie wycelował w chłopaka.
-Mam kilka magazynków, tak więc nasza zabawa może trwać naprawdę długo. Co chcesz, żebym ci teraz przestrzelił? A może coś odstrzelić? Fiuta? Hmm... ciekawy pomysł.
-Nic ci nie powiem!- powiedział Tom robiąc kolejny krok w tył.
-Jaka szkoda- rzucił Hans z udawanym żalem i znowu pociągnął za spust. Dredziarz upadł łapiąc się za nogę. Skulił się jęcząc cicho i zagryzając wargę aż do krwi.
-Nie rób z siebie jakiegoś pieprzonego bohatera, gówniarzu. Ja tak czy siak zaraz go znajdę i zastrzelę jak psa.
Tom zagryzł dolną wargę myśląc gorączkowo. Miał tylko dwa wyjścia- albo będzie to przeciągał pozwalając do siebie strzelać czekając na policję, albo zakończy to szybko podpuszczając Cauletza i będzie po sprawie. Miał nie mały orzech do zgryzienia. Chociaż w takiej sytuacji ciężko było mu tak po prostu myśleć o swojej śmierci, musiał. Bo to, że umrze, było pewne. Pozostawało tylko pytanie- jak to rozegrać, żeby uratować Billa?
Przeciąganie wszystkiego byłoby dobre, gdyby miał pewność, że policja naprawdę już jedzie. Wtedy jakoś by się przemęczył, w końcu szanse na to, że przeżyje, byłby w takim wypadku naprawdę duże. I zapewne Bill też by nie ucierpiał. Jeśli jednak policja pokpi sprawę, on zginie w męczarniach, a Hans w końcu znajdzie Billa i się z nim rozprawi. Z kolei jeśli wybierze drugą opcję, może zasugerować, że Bill właśnie opuszcza budynek i nie uda mu się już go dopaść. Wtedy istniała szansa, że Hans zabije go szybko, a Billa będzie szukał gdzieś daleko. Pozostawałoby tylko poczekać, aż policja się "wreszcie" zjawi i będzie po wszystkim. Chociaż on zginie, Czarny prawdopodobnie przeżyje. Istniało jednak ryzyko, że Hans zacznie przeszukiwać budynek od tych najbliższych pomieszczeń, a wtedy jego poświęcenie poszłoby na marne.
Co robić, myślał Tom gorączkowo.
-Co tak namiętnie kalkulujesz? Zastanawiasz się pewnie, czy wydać Billa? Radzę ci szybko podjąć decyzję, nie mam zbyt wiele cierpliwości. Więc jak będzie...?
Tom zmrużył na chwilę oczy, potem spojrzał na Hansa z pewnością, której wcale nie czuł. Wstał, rozłożył ręce i uśmiechnął się, jakby kpił sobie z Cauletza i śmierci.
-Nie wydam Billa. Nigdy. Proszę bardzo, możesz strzelać...
-Skoro taka jest twoja decyzja... Hmm... Rana brzuszna to dość ciekawa rana postrzałowa, wiesz? Jeśli dobrze wyceluję, nikt już nie będzie w stanie cię uratować, nawet jeśli zaraz przyjedzie tu karetka. Jest to raczej niezbyt przyjemna śmierć... Kula uszkodzi twoje organy wewnętrzne i nastąpi bardzo silny krwotok, który będzie powoli zalewał twoje ciało. Zacznie robić ci się zimno, a brzuch będzie potwornie bolał. Po pewnym czasie zaczniesz się dusić własną krwią i będziesz błagał o to, żeby cię dobić, tak bardzo będzie cię boleć. Będziesz umierał kilka godzin powoli się wykrwawiając, a ja... Może nawet zdążę załatwić tego pedała i to nawet na twoich oczach...- Hans na chwilę urwał uśmiechając się do Dredziarza z wyższością.- Nadal chcesz go bronić?
Tom nie odpowiedział. Wydanie Czarnego temu sadyście nie było czymś, co miał zamiar zrobić! Nigdy. Hans by go męczył jeszcze bardziej niż jego. Poza tym... kochał go. Nie potrafił wydać go na pewną śmierć.
-Będzie bolało tylko przez chwilę...- szepnął Tom próbując przekonać samego siebie, że tak naprawdę nic się nie dzieje. Że to trzeba zrobić, że musi wytrzymać.
Dla Billa...
-Co tam burczysz?- mruknął Hans powoli tracąc cierpliwość.
-Możesz strzelać...
Chociaż wiedział, co go czeka, jego serce zabiło mocniej ze strachu. Wpatrywał się w broń jak zahipnotyzowany. Nawet nie zauważył, że drzwi pomieszczenia, w którym zostawił Billa, otwierają się lekko. Dopiero po chwili tam spojrzał i dostrzegł Czarnego z jakąś butelką. Bill z zaciętą miną rzucił się na mężczyznę i z całych sił uderzył go w głowę. Butelka pękła, a szkło upadło na podłogę. Tom zacisnął zęby i błyskawicznie ruszył w stronę wciąż przytomnego mężczyzny. Złapał go w pasie i pchnął na podłogę. Broń wystrzeliła, ale nikt nie dostał. Bill szybko mu ją odebrał gryząc mu nadgarstek do krwi. Hans krzyknął i wypuścił pistolet.
Tom uderzył go w twarz. Jeden raz, drugi, trzeci. Uderzał raz za razem nie chcąc mu dać przewagi, jednak postrzelone kończyny potwornie bolały i powoli drętwiały. Po chwili to Hans był na górze i zaczął go najzwyczajniej w świecie dusić. Kaulitz przed oczami zobaczył czarne plamy. Bill wyglądał na przerażonego, ale mimo to chwycił za broń i wycelował. Chciał trafić w ramię, ale ręka mu zadrżała i przestrzelił mężczyźnie skroń.
Obaj bracia wrzasnęli. Tom, kiedy zaczęła mu na twarz kapać krew, a bezwładnie ciało upadło na niego, a Bill już w momencie, kiedy strzelił.
Dredziarz szybko wygrzebał się spod trupa i wciąż krzycząc odsunął się na czworaka jak najdalej. Bill upuścił pistolet i szybko do niego podbiegł przytulając się mocno. Obaj byli w ciężkim szoku.
-Nie ruszać się! Policja!- krzyknął jakiś mężczyzna biegnąc w ich stronę.
Tom mocniej objął Czarnego, chociaż miał wrażenie, że to on jest bardziej przestraszony niż Bill, który nie uronił nawet jednej łzy.Chociaż...
Jego makijaż był wyraźnie rozmazany. Ale Bill nie płakał w momencie, kiedy strzelał.
Musiał płakać wtedy, kiedy się chował i słyszał całą ich rozmowę oraz strzały, z których każdy mógł oznaczać śmierć Dredziarza.
-To my was wzywaliśmy- powiedział Czarny.- To Hans Cauletz, próbował nas zabić.
-Jesteście pewni?- zapytał funkcjonariusz.
-Strzelał do nas!
Bill dotknął delikatnie rany na szyi bliźniaka.
-To tylko draśnięcie, ale mocno krwawi- powiedział cicho Czarny.
-Musimy was zabrać na komisariat i przesłuchać, ale chyba najpierw musicie pojechać do szpitala.
Bill wstał przytrzymując się jednego z policjantów. Nagle się od nich aż roiło. Jego ciemne spodnie były we krwi. Czarny widząc to jęknął.
-Moje ulubione rurki! Dałem za nie 500 dolców!
-Chyba nic ci nie jest, skoro tak mówisz- powiedział cicho Tom również wstając.
W szpitalu szybko zostali opatrzeni. Jorg wparował tam i obu ich wyściskał nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Pojechał razem z synami na komisariat, gdzie przez trzy godziny bracia byli przesłuchiwani. Uznano, że nie będzie żadnego dochodzenia przeciwko Billowi, bo działał w obronie własnej. Śmierć Hansa Cauletza zamykała całą sprawę. Byli wolni.
Cała sprawa została od razu zatuszowana, a Cauletza uznano za zaginionego nie chcąc wzbudzać sensacji w prasie.
Było już koło północy, kiedy Jorg wiózł swoich synów do domu. Tom i Bill siedzieli z tyłu w samochodzie oparci o siebie. Trzymali się mocno za ręce. W ciemności rozproszonej tylko przez neony i światła lamp zastanawiali się nad tym, co się stało.
-Dlaczego wyszedłeś? Obiecałeś, że zostaniesz tam choćby nie wiem co- szepnął Tom.
-Nie mogłem. Fur immer zusammen, Tom. Skrzyżowałem wtedy palce. Gdybyś umarł, moje życie nie miałoby już sensu-odszepnął Bill.
-Nie rozumiem, czemu on to zrobił. Aż tak bardzo nas nienawidził?
-Ośmieszyłeś go przed tamtą rodziną i swoim postępowaniem nieźle nadepnęliśmy mu na odcisk. Simone upokorzyła go oddając się jego największego wrogowi, a on tylko to pogłębił, kiedy sprzedał mu ciebie. Wszyscy go ruchnęli i jeszcze na tym zyskali. Nic więc dziwnego, że chciał się zemścić. Hans zawsze miał wyszukane metody i nie liczył się z konsekwencjami.
-Ale mimo wszystko... nie spodziewałem się tego.
-Skoro on nie żyje... będzie dobrze.
-Ale... nie męczy cię to, że go zastrzeliłeś?
-Nie. Ja wciąż nie do końca jestem człowiekiem.
-Co?
-Przez tyle lat byłem kukłą, że teraz ciężko mi na nowo stać się człowiekiem. Ciężko mi czuć. Pasja. Miłość. Nienawiść. Strach. Tylko to we mnie jest. Jeżeli chcesz więcej, musisz mi pomóc.
-Jesteś w 100% człowiekiem, Bill. Nigdy w to nie wątp.
-Nie jestem. Kukła we mnie nie miała nic przeciwko zastrzeleniu tego gada. Ale jeśli mi pomożesz, może kiedyś będę miał chociaż minimalne wyrzuty sumienia. Nigdy niczego nie żałuję, Tom. Zapamiętaj to sobie.
Tom uśmiechnął się delikatnie czując ogarniający go spokój. Było już po wszystkim! Żadnych więcej zmartwień, trosk i kłopotów. Byli u progu swojej kariery. Skoro Hans był martwy, już nic nie mogło im zaszkodzić.
-Kocham cię- szepnął czule mocniej ściskając rękę Billa.
-Ja ciebie też- odparł Bill.- Ja ciebie też...- powtórzył ciszej i mocniej wtulił się w bliźniaka.
Obaj przymknęli oczy wyraźnie zmęczeni.
Nareszcie obaj czuli się bezpiecznie.


2 komentarze:

  1. Tyle adrenaliny.. Mój boże~~ Do tego został mi tylko epilog.. Żaal~
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :)